FB ma swoje przyjemne zakątki. Pojawił się łańcuszek „10 książek, które są dla Ciebie ważne”. Wklejam na pamiątkę moje typy.

1. John Irving, Modlitwa za Owena – przeczytałam na początku liceum i potem Irving prowadził mnie za rękę. Zawiłe, zabawne vs poważne, potrzebne.
2. Anais Nin, Dzienniki – głos kobiety z literackiego światka Paryża lat 30-tych. Odważne, namiętne, błyskotliwe.
3. Arno Geiger, Stary król na wygnaniu – bardzo ważna opowieść o chorobie, a może po prostu o ludziach i o życiu. Poruszająca, szczera, dowcipna.
4. Dawid Grossman, Poza czasem – Grosmannowi zabito syna. W książce ojciec go szuka, „przystaje: niebo jest niskie, czarne, a noc szeroką piersią pcha go z powrotem do domu”… Wybitne (formalnie też).
5. Teresa Torańska, Byli – tylko ona mogła wydobyć z Jaruzelskiego wyznanie, że chciał być Lolkiem Grenadierem. Zbiór wywiadów oddających smak władzy. Drobiazgowe, wnikliwe, klimatyczne.
6. Olga Tokarczuk, Prawiek i inne czasy – język polski okazuje się plasteliną, a nasza historia baśnią. Lepsze niż „Sto lat samotności”.
7. Rainer Maria Rilke, Lou Andreas-Salomé, Listy – poeta i jego muza. Szacunek człowieka do człowieka. I miłość. Inspirujące.
8. Krzysztof Mroziewicz, Dziennikarz w globalnej wiosce – opowiada współczesny świat (ale nowe wydanie!) sięgając do sztuczek Hemingwaya, Márqueza, Llosy. Pouczające, dyskusyjne.
9. Oriana Fallaci, List do nienarodzonego dziecka – ważny punkt widzenia. Najbardziej dorosła książka o „dziecku”…
10. Stanisław Jerzy Lec, Myśli nieuczesane – jedna myśl na dzień pozwala zachować zdrowy dystans do rzeczywistości.

Trzeba było wybrać szybko i bezboleśnie, po im dłużej się zastanawiałam, tym trudniej było. Przecież to jasne, że wszystko Torańskiej, że wszystko Fallaci, że wszystko Tokarczuk, Stasiuka, Gretkowskiej, że wszystko Mendozy, Irvinga, Gombrowicza, Konwickiego, Herlinga-Grudzińskiego, Kapuścińskiego, potem dotykam tej niezwykłej linii pomiędzy literaturą a dziennikarstwem, a potem znowu: Kadare, Grossman, Pamuk, Oates…

Trzeba to kiedyś poukładać.

Ale po co?

Na półkach jest poukładane. W głowie nie musi, głowa kiedyś umrze z tym wszystkim, poukładane czy nie. – Nie szkoda ci czasu na te książki? – pyta M.