TAM

Posted on Lis 29, 2002

Czasami jest mi naprawdę smutno. Wtedy płaczę sobie cichutko i chociaż cały świat może poczuć mój smutek, żaden mieszkaniec tego świata na to nie reaguje. Lubię się im przyglądać, mimo że nie zwracają na mnie uwagi. Uczę się od nich. Ale też im zazdroszczę niektórych rzeczy. Na przykład tego, że mają imiona. Niby nic takiego, ale według mnie posiadanie imienia oznacza, że byłeś dla kogoś ważny i ten ktoś uczynił cię swoim nadając ci jakieś imię. Oczywiście, są też takie imiona, które mi się w ogóle nie podobają, dlatego jeśli ktoś zechciałby mnie nazwać, poprosiłbym go o jakieś naprawdę ładne imię. Wtedy czułbym się ważniejszy niż jestem teraz. Nieraz co prawda słyszałem na swój temat wiele miłych słów, ale tak naprawdę one nic nie znaczyły, nie miały dla mnie żadnej wartości. Ludzie, którzy je mówili, byli bardzo mądrzy, ale przecież nic do mnie nie czuli. A ja też potrzebuję miłości. I nie mam jej. Dlatego czasami jest mi naprawdę smutno i sobie cichutko płaczę.
Od dobrych paru miesięcy obserwuję małą czarną dziewczynkę, która mieszka na wrzosowisku w niewielkim domku z czarnej cegły. Nie chciałbym wymieniać jej imienia, bo wtedy za każdym razem kiedy bym je pisał, czułbym wielką przykrość, że ja jestem bezimienny. Mała czarna dziewczynka i ja jesteśmy do siebie bardzo podobni. Obydwoje często jesteśmy smutni. Muszę uczciwie dodać, że czasem bez powodu. To znaczy wszystkim się tak wydaje, ale ja dobrze znam małą czarną dziewczynkę i wiem, dlaczego dziś płakała.

PIERWSZY DZIEŃ WIOSNY
Rankiem mała czarna dziewczynka bardzo długo leżała w łóżku i patrzała na sufit, który jak wszystko wokół był czarny jak heban. Owa czerń zawładnęła jej myślą zupełnie, aż nagle przez uchylone okno do pokoju wpadła śnieżka. Rozproszyło te stłoczone nad nią ptaszyska chmur i szybko wybiegła z domu, żeby przywitać swojego przyjaciela. Skrzypek stał roześmiany w błocie i rozglądał się wokół w poszukiwaniu jeszcze odrobiny śniegu, aby ulepić drugą kulę.
-Idzie wiosna! -krzyknął na powitanie- Wiosna!
Mała czarna dziewczynka dobiegła do niego, pryskając błotem na wszystkie strony i poszli chudą ścieżką jedno za drugim.
-Kiedy będzie już zupełnie sucho, wyciągniemy nasze rowery i będziemy jeździć na wycieczki do lasu. Zachód słońca wygląda inaczej wiosną, szerzej się uśmiecha! Albo pojedziemy w góry i gdzieś tam wybudujemy sobie szałas. Może być na przykład naszą świątynią. Będziemy wznosić modły do tych, w których wierzymy. Ty do swojego Boga, ja do swojego. Może i masz rację,że on jest jeden… sam nie wiem. Co o tym wszystkim sądzisz?
-Modlitwa ma skrzydła, które mnie unoszą, tak jak gołąb wzlatuje do ręki, która karmi go chlebem.
Skrzypek posmutniał na te słowa.
-Każdemu czasem potrzebna jest cisza, żeby mógł spojrzeć w głąb siebie- dodała mała czarna dziewczynka.
-Czy w tobie jest ręka, która rzuca ci okruchy? -zapytał skrzypek. Mała czarna dziewczynka zmarszczyła brwi.
-Nie. Jest poza mną.
-A co jest w tobie?
-Marzenia.
-Dużo?
-Tak.
-Ile?
-Jedno.
Skrzypek roześmiał się:
-To rzeczywiście bardzo dużo!
Szli przez chwilę w milczeniu.
-Spróbuj spełnić to marzenie -powiedział skrzypek dorównując jej kroku, a mała czarna dziewczynka spojrzała na niego zaskoczona.
-To bardzo śmiałe marzenie -szepnęła.
-Wiem i dlatego spróbuj. Nie masz powodu, żeby płakać.
Ale mała czarna dziewczynka miała powód.

DRUGI DZIEŃ WIOSNY
Wczoraj mała czarna dziewczynka postanowiła, że spróbuje spełnić swoje marzenie. Być może to za sprawą jej przyjaciela, ale pocieszam się, że czuła również to, jak bardzo ja chciałem by spróbowała. Wiem, że nie mogła tego czuć, ale przecież jesteśmy do siebie tak podobni! Dzisiaj kiedy się obudziła, nie patrzała na sufit.

TRZECI DZIEŃ WIOSNY
Obserwuję ludzi i czuję żal. Są tacy dziwni. Mała czarna dziewczynka też była dziwna, ale ostatnio jest jakaś odmieniona. Dzisiaj płakała, ale jej łezki nie były jak heban. Skrzypek to zauważył, a ja nie mogłem oderwać od niego wzroku ze zdumienia: był szczęśliwy.

DZIEŃ CZWARTY
Stopniał śnieg. Skrzypek wyciągnął rowery i cały ranek patrzał na góry. Śmiał się do mgły gęstej jak mleko i czekał aż górskie szczyty całe to mleko wypiją. Faktycznie, niebawem mgła wsiąkła w ziemię. Tak sobie myślę, że skrzypek wiedział o czym marzy mała czarna dziewczynka. Dlatego nie rozumiem jego szczęścia. Przecież nie spełni jej marzenia. Boję się, że nakarmił małą czarną dziewczynkę złudzeniami i za kilka dni jej łezki znowu będą jak heban. Jest przecież aniołem. Powstał w miejscu, gdzie coś miało na tyle magicznej siły, żeby ulepić jednolitą, idealną duszę. Czasem ktoś dociera do tego miejsca, ale zanim zdąży szepnąć z zachwytem: „jestem tutaj”, już go tam nie ma. Też tam kiedyś byłem i już nigdy nie odszukam tego miejsca. Stałem się jednak przeklęty- posmakowałem szczęścia i na zawsze utkwiła we mnie tęsknota za uczuciem beztroski. Wbiła we mnie swoje ostre szpony i przypomina mi o dużym czarnym świecie. Tymczasem mała czarna dziewczynka leciutko się uśmiecha.
DZIEŃ PIĄTY  Hebanowe łzy ostatni raz wylały się pierwszego dnia wiosny, kiedy przyjaciel nakazał małej czarnej dziewczynce spróbować spełnić jej marzenie. To nie były łzy bez powodu. Ona wiedziała, tak jak skrzypek i tak jak ja, że jej marzenie się nie spełni. Czy istnieje nitka, po której kochanie może biegać od grzesznych myśli do tworu nieba? A jednak wszyscy chieliśmy, żeby spróbowała. Nie chcę stracić małej czarnej dziewczynki, a skąd mogę wiedzieć co się z nią stanie, gdy runą jej złudzenia?!

DZIEŃ SZÓSTY
Ostatnio mała czarna dziewczynka w ogóle nie płacze. Chciałbym się z tego cieszyć. Uspokaja mnie skrzypek, który ciągle się śmieje. Jutro rano jadą w góry. Zapominam o sobie, kiedy na nich patrzę. Zapomniałem nawet, że nie mam imienia, a to już naprawdę coś.

DZIEŃ SIÓDMY
-Jesteś bardzo zmęczona?- odezwał się skrzypek, kiedy położyli się wieczorem w szałasie.
-Nie -odpowiedziała mu mała czarna dziewczynka.
-Chciałbym cię o coś zapytać. Jak tam twoje marzenie?
-Postanowiłam, że spróbuję je spełnić.
-Zanim cokolwiek powiesz, chciałbym coś jeszcze zrobić- przerwał jej przyjaciel i zaczął grać na skrzypcach melodię, którą ułożył specjalnie dla niej, a mała czarna dziewczynka zamknęła oczy i wyobraziła sobie tysiące muślinowych gwiazd, które tańczyły na wrzosowisku. Przez gąszcz brudnych myśli dotarłem do jej wyobraźni i wstrząsnął mną dreszcz. To, co tam zobaczyłem, było tym, co widziałem w miejscu, które ulepiło idealną duszę.
-Jak bardzo mnie lubisz?- zapytała skrzypka, kiedy skończył grać.
Wtedy on złapał ją za rękę i poszli na łąkę.
-Popatrz na księżyc -powiedział. Kiedy ona zadarła głowę, zapytał -Jaka jest odległość pomiędzy ziemią a księżycem?
-Bardzo duża!
-Ogarnij ją ramionami.
-Nie potrafię
-Więc nie każ mi ogarniać tego, co czuję, pytając jak bardzo cię lubię.- powiedział skrzypek i wrócił do szałasu. Broda małej czarnej dziewczynki zadrżała i cały świat się rozpłakał. Lunął deszcz- to ja płakałem. Grzmot błyskawicy rozbił się o skały- to ja krzyczałem. I wtedy stało się coś niezwykłego: mała czarna dziewczynka powiedziała do mnie:
-Mógłbyś nazywać się Marzenie. Bo moje marzenie było tak odległe jak ty…
Wyciągnęła rękę po moje gwiezdne łezki i cichutko prosiła, żebym przestał płakać.
Poleciałem do niej, poleciałem do małej czarnej dziewczynki i tuląc się do jej mokrych policzków, zapewniłem ją, że jej marzenie i ja jesteśmy bardzo blisko. Ośmieliłem się też wyjąkać prośbę, aby nazwała mnie Marzeniem.
Kiedy skrzypek patrzał, jak mała czarna dziewczynka obejmuje ramionami księżyc, wziął skrzypce do rąk i zaczął grać małej księżycowej dziewczynce swoją miłość.
Ludzie powiadają do dziś, że siódmego dnia pewnej wiosny z nieba nie zniknął księżyc, tej samej nocy słyszeli jakąś piękną pieśń graną na skrzypkach i widzieli jak na dom małej czarnej dziewczynki spłynęło kosmiczne światło, a rano zamiast niewielkiego domu z czarnej cegły, zobaczyli niewielki dom pełen księżycowego blasku, a przed nim małą księżycową dziewczynkę i skrzypka. Niektórzy nawet opowiadają, że na wrzosowisku tańczyły muślinowe gwiazdki…

KOLEJNY DZIEŃ
Chociaż jestem tylko księżycem, a ona człowiekiem, zawsze wiedziałem, że mała księżycowa dziewczynka i ja jesteśmy do siebie podobni. Obydwoje często się śmiejemy. Czasem bez powodu.

Read More

ROZSYPANE PIÓRA

Posted on Lis 10, 2002

„rozstanie jest ptakiem
który rozpostarł pióra
ode mnie do ciebie”

Zamierzcha się.
Każdego dnia.
To, co miało trwać – skończyło się.
To, co miało się zacząć – nigdy się nie zaczęło.
To, o co prosiłam – przyjęło modliwty bez echa.
Zmierzcha się ponuro.
Nie boję sie ciemności, pójdę w nią całą sobą. Po omacku, nawet jeśli poparzą mnie spadające gwiazdy.
Niech będzie lepiej, niech moja dłoń natknie się na ciepłe skrzydło.

PS Pamiętajcie… Jeśli wiecie, dokąd chcecie iść, idźcie.
Przewróćcie się, ale idźcie dalej.
Nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko rzeczy przegapione.
Stracone.
Ale po Nocy są wschody słońca. Rozsypane po niebie pióra układają się w ptaki, które na nowo napełnią życie słonecznym śpiewem.
Bo życie jest piękne.
Zresztą sami wiecie.

Read More