Dobre wnętrze

Posted on Maj 19, 2010

Stanisław Żukowski, „Widok na ogród”, 1923, olej na płótnie.

Fascynują mnie ci ludzie. Ich wnętrza. To, jak są te wnętrza urządzone. Kiedy wchodzisz, najpierw szeroki korytarz otwartości. Potem cztery pokoje: mądrość, serce, refleksja, erudycja. I już wiadomo, kto tutaj mieszka. Pomimo swoich siedemdziesięciu wiosen, gołebich włosów i grubych szkiel, ich wnętrze zniewala. To takie ważne ich znać, wysłuchać ich. Żałuję tego, co dzisiaj powiedziałam, moje wnętrze było ciemną piwnicą, w której nie trzymam nic ze strachu, że ktoś mi to zabierze. Ale Pan Batkowski kilkoma zdaniami pokonał moją niepokorę. To jego było ostatnie słowo, a ja wzruszam się tą przegraną. I chcę znowu zajrzeć w te wnętrza. Doświadczony, dojrzały człowiek jest jak leciwy dom. Urządzony może i według starej mody, ale jaki ciepły, solidny i jasny. W tym wnętrzu nie jest ważna nowoczesność rodem z targów w Mediolanie, ale to, że oplatamy te wnętrza naszą pobłażliwością, czasem prowokujemy i buntujemy się jak ja dzisiaj, a oni nadal traktują nas jak piękne kwiaty w swoim ogrodzie. Bądźmy dla nich lepsi. Cieszmy ich…  Dziś do mnie dotarło, jak ważny jest dla nich widok na ogród

Read More

Odłogi drewniane

Posted on Maj 19, 2010

Codziennie rozbraja mnie ten żart jakichś osiedlowych wandali, którzy urwali literę „P” z szyldu sklepu :)

Read More

W księdze losu zapisane

Posted on Maj 17, 2010

Chcę wierzyć w Przeznaczenie. Ale to by oznaczało, że z góry zapisane jest wszystko, nawet to, że komuś wyskoczył pryszcz na czole i że ktoś kupił skisłe mleko. I to, że pin do telefonu nie został przyjęty, i to, że złamał się paznokieć i to, że Dosia nie sprała plamy po winie. Myślę, że w walce Fortuna versus Fatum, Fatum wyraźnie daje Fortunie fory.

Read More

Pocieszenie

Posted on Maj 12, 2010

Te duże, okrągłe, dostałam chyba na 24 urodziny od Kasi i Sandry. Te długie kupiłam na pięciolecie gazety, sama sobie w nagrodę. O bransoletkę splecioną w warkocz walczyłam na Allegro, a tę cienką znalazłam w ściółce na spacerze. Łańcuszek ostał się po zgubionym onyksie, a drugi przebija bursztynowe serce Kruka (prezent od Siostry).

Zaśniedziały. Wszystkie.

Nie spodziewałam się znalezienia antidotum na śniedź srebra w towarzystwie porad, jak usunąć plamy po jajku i brud na zasłonie prysznicowej, a jednak. Byłam naprawdę zdumiona starciem soli i wody ze śniedzią. Starcie śniedzi się udało ;) Jestem profanką chemii i nie pojmuję procesów, które wyczyściły brudne srebro, ale kiedy właśnie planowałam zapytać o te sprawy mojego wujka, chemika z zawodu, to nagle bransoletka prześlizgnęła się przez sitko umywalki, które jest zaprojektowane dokładnie tak, aby po cichu zasysać wodę, usypiając naszą czujność, a przy okazji i dla żartu pożerać małe wartościowe przedmioty, na które zupełnie nie zasługują ludzie tak nieuważni jak ja. Zrobiło mi się smutno.
Ale nagle przyszedł mi do głowy taki obraz: oto idzie sobie „Turtles”, koniecznie Donatello, bo lubię fioletowy, idzie sobie zimnym i mokrym kanałem, a tu nagle… PAC! Spada mu na łysiutką zieloną głowę mała śliczna bransoletka. I od razu Donatello ma lepszy dzień. Uszczęśliwia mnie ta fantazja bardzo, bardzo mocno. Idę poszukać kolczyków dla Splinetra ;)

Read More

Trudny maj

Posted on Maj 11, 2010

– Co słychać? – pytasz beztrosko, wyciągając język do sorbetu. Co słychać? W trąbce Eustachiusza słyszę tylko Twoje siorbanie. Siorbiesz sorbet :)
– Co, nic nie słychać od miesiąca? – upierasz się z dziecinnym natręctwem i oblizujesz usta, a Twój język przywodzi mi na myśl taniec godowy jamochłona. Nie, nie chcę Ci nic opowiadać, bo potem mówisz, że przesadzam. Nie chcę Ci opowiadać, że pierwszy raz w życiu miałam badanie USG piersi i śliskie palce lekarza rotacyjnie przykładane wokół sutka przeraziły mnie tak bardzo, że na czas badania zatrzymałam w sobie chyba wszystkie życiowe funkcje i stałam się balem drewna, który marzy, aby małe chińskie rączki przerobiły go na stołowe nogi i wystawiły w magazynach IKEI. Nie chcę Ci opowiadać, że po raz czwarty robiłam, oczywiście z nieocenioną pomocą kolegów z pracy, obóz MediaCamp i już trzeciego dnia kapitulowałam wobec pierwszych objawów schizofrenii, bo uczestnicy przemawiali do mnie w różnych językach, z czego dwa rozumiałam świetnie, a trzy jeszcze lepiej, ale dopiero wieczorem, pokrzepiona wyrobami miasta Tychy. Ale poliglotyczne ogniska wieńczące każdy dzień MediaCampu w Łagowie na pewno ozdobią moje wspomnienia z trudnego maja 2010 r. Fakt, że otrzymałam powinszowania organizacji MediaCampu zawdzięczam chyba tylko mojej skrzyżowanej lateralizacji, dzięki której podobno lepiej współpracują dwie półkule ;) Po wyzwoleniu myśli z reżimu organizacji MC i trzymania przedsięwzięcia w ryzach, przyszedł czas na okupację dwóch półkul wizjami zamknięcia pewnego radia (w którym, tak się złożyło, pracuję)… Ale o tym tym bardziej nie chcę Ci opowiadać. Twój sorbet i tak jest kwaśny jak mina nauczyciela po wypłacie.  Więc po prostu wpakujmy w brzuszki te śmiercionośne kule węglowodanów z Grycana i pogadajmy o czymś przyjemniejszym. Jeśli chcesz, opowiem Ci mój sen, że jadę rikszą do Wąglikowic, w których kiedyś przez wiele lat spędzałam wakacje, i oddaję się tam zbieraniu w bukiety kłujących zbóż. Po południu zajmuję się masowaniem stopami mokrego piasku przy jeziorze, które odwdzięczy mi się wieczorem ciepłą wodą, kiedy wejdę do niej nie płosząc łabędzi i tak, żeby tylko lekko, leciutko rozkołysać słońce odbijające się na pomarańczowo w jeziorze…
I stanie się spokój.

Read More