Śni mi się i tęsknię za nim. Taki drobiazg: włos z sierści. W domu strzepuję je z ubrań ze złością, wydłubuję z czarnej spódnicy, zmiatam miotełką… Marzy mi się groomer, który wyczesałby Spota pudlówką i nałożył mu odżywkę na grzbiet… Dalmatyńczyk ma to do siebie, że na jasnych ubraniach są jego czarne włosy, a na ciemnych widać białe – a więc ta uporczywa sierść jest wszędzie. Ale kiedy przyjeżdżam tutaj, rozpakowuję plecak i wyciągam domowy polar…
Wystarczy jeden, jeden najmniejszy, niestrzepnięty włosek, aby oczy zaszły mgłą.

„Jeśli psy nie idą do nieba, to chcę iść tam, gdzie one idą”. :)