Jadwiga

Posted on Paź 9, 2012

Kiedyś ją prosiłam:

Zostaw to wszystko. Zapakuj kołysanki, skrzypiące drzwi, okruchy kuchennego blatu. Zapakuj stukot obcasów, zapakuj Twoje kwieciste sukienki. Ściągnij perfumy z nadgarstków i zostaw. Rozbierz się z ciepła i zostaw je. Zapakuj to wszystko, przewiąż wstążką uśmiechu, i zostaw na ziemi (jeśli naprawdę musisz odejść).

Zostaw mi to wszystko.

I rzeczywiście – zostawiła. Ale nie w jednej walizce. Co jakiś czas, w różnych miejscach, znajduję różne wspomnienia babci Jadwigi. Tak jakby wiatr wznosił je, mieszał z liśćmi, deszczem i słońcem i od czasu do czasu radośnie pociągnął mnie za rękaw na ulicy…

 

Read More

Moc

Posted on Paź 6, 2012

Szuramy butami w liściach, jest duszno, jakby deszcz zatrzymał się metr nad naszymi głowami – naciska na powietrze z ogromną siłą, ale pozostaje w miejscu. Słońce poukładało promienie na ulicy, nakapało trochę między liście, trochę go mamy we włosach.

Burzowe niebo już rano weszło we mnie przez pory w skórze. Większe chmury wślizgnęły się we mnie oczami, uszami i nosem. Mam je teraz w sobie, stąd chmurne spojrzenie i czoło. Stalowa mgła wypełnia mnie zimnem – moje oczy nigdy nie były tak szare.

Z jakąś chmurą wpadło we mnie kilka ptaków. Siedzą we mnie skulone – boją się takiej pogody. Gdy słychać pierwsze, dalekie, nieśmiałe chrząknięcie burzy, ptaki podnoszą się we mnie w chaosie. To wspaniałe uczucie i wielka moc uspokajać je.

Gdy stoję w oknie, wiem, że patrzą przez moje oczy na błyski piorunów, że słuchają przez moje uszy trzasków. Całą noc trwa burza. Wreszcie one zasypiają we mnie.

Gdy budzę się rano, powietrze jest zimne i jasne. Pachnie tak, jak gdyby ktoś wyciągnął miasto z pralki i rozwiesił do wyschnięcia. Ptaki, wdzięczne, siedzą na słupach telegraficznych, na drutach – i jak klamerki przytrzymują nam miasto, które wysycha w poranku.

Read More