Prezent

Posted on Gru 28, 2013

Zmysłowo. Ale ostrożnie. Pachnące są kartki i szorstkie, ale to dobrze. Układam ten prezent w dłoni.

Otwieram na losowej stronie i czytam:

„Moje ciało musuje,
myślę ciałem, które musuje.

Jeśli zechcę,
uniosę się w powietrze”.

(Anna Świrszczyńska)

Dziękuję, że mogę tak myśleć. O musowaniu, lekkości i powietrzu. Zakładką z czerwonej wstążki muskam podświadomie swoje usta. I czytam, czytam, czytam…

Read More

Burzy

Posted on Gru 20, 2013

Kiedy gra, wszystko ma sens. I to burzy porządek świata. W świecie musi być trochę bezsensu, chaosu. A kiedy on gra, wszystko jest na swoim miejscu – czyli w cudownym chaosie. On zaprowadza porządek, bo go burzy.

Burz, wszystko, absolutnie wszystko burz, nikt tego tak nie poukłada jak Ty .

Read More

Tusz

Posted on Gru 8, 2013

Oriana Fallaci pisze tak, że moje ręce lepią się do kartek. Jej słowa odciskają się na moich liniach papilarnych.

Po każdych kilkudziesięciu stronach muszę iść umyć ręce. Choć najchętniej zostawiłabym ten tusz na opuszkach na zawsze.

„Przechowuję portret ołówkiem piętnastoletniego Giobatty. Mały i niepokojący obrazek, który wraz z legitymacją anarchisty, glinianą fajką, binoklami, pięcioma litrami dołączonymi do karteczki dla siostry Veroniki, ściskał w rękach dziadek Augusto, umierając w brudnym szpitalu. Portret ukazuje twarz pięknego młodzieńca, młodego boga, który zszedł z Olimpu, by uwodzić bezlitośnie każdego, kogo napotka na swojej drodze. Otwarte wysokie czoło, ocienione jasnymi i świetlistymi włosami. Prosty i pięknie zarysowany nos, gładkie, lekko wklęsłe policzki. Usta stworzone do całowania i cudowne oczy. Błyszczące, ogromne, jasne tak jak włosy, cudowne. Jest jednak w tej twarzy coś, w tych oczach, coś, co mi przeszkadza. To jest coś, co do mnie należy, w czym się rozpoznaję i co zarazem mnie odstręcza. Mój stosunek do Śmierci. (…)”.

(„Kapelusz cały w czereśniach”).

Read More

Cisza powietrza

Posted on Gru 8, 2013

„Trzeba nam dużo ciszy, i w powietrzu, i w myśli” – mówi Halina Poświatowska głosem Małgorzaty Gałkowskiej.  Z głośnika, ze słuchowiska, z Jedynki. Prawdziwych, nieprzerobionych. Cisza powietrza i myśli… Jakie to niemodne, jakie nudne, jakie-nijakie… Ale t nic. Poetki, poeci mają trochę szczęścia. Popkultura nie umie ich dotknąć. Trochę próbuje, ale raczej podejdzie do wieszcza albo tekstów tak znanych, że aż nie wiadomo, kto pierwszy je napisał. Popkultura nie tknie na razie takiej Poświatowskiej. Ona po cichu będzie się prześlizgiwać po naszych myślach, ciałach, a popkultura jej nie zauważy. Gorzej mają malarze (zawsze zresztą mieli gorzej). I współcześnie już nie umiemy zachwycić się takim oto obrazem Claude’a Moneta:

Nikt tak jak Monet nie obserwował światła, „masła słońca”, jakby powiedziała Poświatowska. Ale to nudzi. Dzisiaj, w jedną z niedziel 2013 roku, Monet zaczął mdleć. Przez uśmiech, przez żart, całkiem błyskotliwy zresztą. Ale mdleje mi Monet, bo dołącza do Leonarda, do Muncha, do Matejki, których popkultura powyginała we wszystkie możliwe konteksty.

Ta daaaam.

Śmieję się. Ale Monet mdleje. Nie umrze, ale będzie już taki omdlewający. Bez popkulturowego żartu nie przetrwa.  Zrobił już swoje wrażenie. Teraz sam sobie nie poradzi. Trzeba go przerobić i dać mu kolejne życie w nowym wieku.

Poświatowska na szczęście trwa bez przeróbek. Poeci, poetki mają lepiej. Popkultura woli obrazki.

Tak naprawdę ja też uwielbiam popkulturę. Oba obrazy są znakomite. Tylko że ten drugi będzie mi się podobał dopóty, dopóki ludzie będą wiedzieć, że pierwszy też istnieje.

Read More