Poplątki

Posted on Lip 15, 2014

„Nie ważyło wiele, tylko że to, co ważne, nie waży wiele, zupełnie jak to, co nieważne – dlatego tak łatwo pomylić jedno z drugim, poplątać się i zgubić”…, pisze Ignacy Karpowicz w „Sońce”. Dobrze pisze jak cholera. Ale wyszperałam audycje z nim – i się zawiodłam. Poplątał mi się autor z narratorem, pisarz ze stękającym gościem „Dwójki”. Trzeba na chwilę książkę odłożyć, machnąć ręką na rozczarowanie i odkleić tekst od Ignacego Karpowicza. Póki czuć w ustach popiół drugiej wojny.

 

Read More

Kreski

Posted on Lip 14, 2014

Nie potrzeba mi exlibrisu. Zostają czerwone kreski lakieru na książkach. Paznokcie pomalowane na czerwono, szybkie przekładanie kartek, zadrapania papieru. Lepsze książki mają więcej pąsowych kresek. Słabsze wcale, bo kartki przekłada się leniwie, ostrożnie.

Im książka bardziej atrakcyjna, tym większa przyjemność i mniejsza ostrożność. Kartki przekłada się coraz szybciej. „Przelecieć” książkę zmienia znaczenie.

Read More

Osiem tysięcy

Posted on Lip 14, 2014

Chyba, chyba poczułam tę niesamowitą, erotyczną niemal siłę przyciągania gór, które zdobywa się z oddechem śmierci na plecach.

To może być najlepszy reportaż tego roku.

 

Read More

Znalezione

Posted on Lip 11, 2014

„Zmarnuj ze mną trochę czasu. Pragnę Cię. Pieprzyć, solić, przyprawiać o orgazm. Jest mi z Tobą miłość”.

Read More

Góry

Posted on Lip 9, 2014

Wspaniały dzień w górach, najbliżsi, przezroczyste powietrze, tupanie na żmije, tańce, kłótnie, wygłupy, dyskusje. I pobudka wcześnie rano następnego dnia, by zdążyć na szczyt. Babia Góra nie ma nawet dwóch tysięcy metrów, ale na szlaku może zdarzyć się wszystko.

Zdarzyła się śmierć.

Przypomina mi się „Modlitwa za Owena” Johna Irvinga. Uczysz się czegoś całe życie i nie wiesz, że los już zaplanował, kiedy będziesz tych umiejętności potrzebować. Umierający człowiek leżał pod uciskami B. i G. A moja mama tuliła wnuczkę umierającego człowieka. Wnuczka miała pięć lat i mówiła: Mój tata będzie smutny, że dziadek zasłabł. A moja mama pytała ją o ulubione piosenki, głaskała po główce i odwracała uwagę od akcji ratunkowej. Wszyscy wiedzieli, co robić.

G. pokiwał głową, że to się nie uda. Ludzie stali i się gapili, dokładnie tak, jak ktoś napisał w komentarzu na forum. Przyleciał helikopter, były wstrząsy, zastrzyki, partnerska praca zespołu. Ale śmierć nie chciała odejść. Była tam z nami półtorej godziny.

– Pomożecie znosić ciało? – zapytał GOPR-owiec.

Ale B. i G. byli już zbędni. Zmęczeni, zamyśleni, zostawialiśmy Babią za plecami. Odwróciłam się: folia przykrywająca zwłoki srebrzyła się w słońcu.

 

Read More