To był niewiarygodny miesiąc. Październik… Inna wypłata sprawi, że zachce się na nowo. Już się chce. To dobre uczucie, gdy nie tylko się pracuje, ale i zapracuje. Na coś więcej. Był torcik wedlowski z tej okazji.

I był cydr z okazji zupełnie innej. Po trzech latach uczenia się motoryzacji, fantazjowania i tego polskiego odkładania w skarpetę – mam swoje cztery kółka. Nadal nie mogę w to uwierzyć, ale jest. Stoi za oknem, a kluczyki leżą na moim stole. To jeszcze ciało obce, dziwny rekwizyt. Ale już wiem, jak pomaga. Będzie niewyobrażalnie łatwiej.

Wielkie rzeczy w świecie materii. Przełomy warte zapamiętania, bo to nie gwiazdki z nieba, ale efekt cholernej konsekwencji.