http://www.youtube.com/watch?v=Z0tldz_-0yU

„If I forget you, O Jerusalem, May my right hand forget her skill. May my tongue cling to the roof of my mouth, If I do not remember you, If I do not exalt Jerusalem Above my chief joy”. Psalm 137:5-6

Nie chodzi o to, że mieli przekichane od Średniowiecza, a ja nigdy nie wstawiam się za silniejszymi, tylko za słabszymi. Nie chodzi o to, że od czasu do czasu pojawia się jakiś film, który na nowo wyrzuca kwestię żydowską jak głębia oceanu wyrzuca wodorosty – i pojawia się chwilowe zainteresowanie zjawiskiem. Nie chodzi o to, że Polacy wściekają się na Stuhra, a Baumana wyzywają od Żydokomuny. To wszystko jest na zewnątrz mnie.

Mnie interesuje ich tożsamość. Trudna, niejasna, złożona. Wypieranie się jej i odzyskiwanie. To jest to, co rozumiem w samym środku mnie samej. To jest to, co powoduje, że Idzi opowiadał z uśmiechem o konwersji i widzę, że obserwuje moją reakcję. Mówi, że można mieć żydowską duszę i patrzy mi prosto w oczy czekając na to, co powiem.

Tak, moje ciało przechadza się po sztetlach Chagalla. Tak, obchodzę żydowskie święta, ale tylko te, które namalował Aleksander Gierymski. Tak, pochylam głowę przed pełną godności sylwetką rabina z obrazów Jankiela Adlera. Tak, ciekawi mnie każda litera, którą postawił Schulz, mniej Tuwim, Słonimski, Kosiński czy którą stawia Grynberg. Jak wyrwanie włosa boli mnie każda litera, która składa się na książkę Torańskiej „Jesteśmy. Rozstania ’68″.

Przyjęcie jakiejkolwiek religii, tak jak jakiejkolwiek opcji politycznej, oznaczałoby przyjęcie zewnętrznej ideologii. A na to nigdy się nie zgodzę. Jak każdy ulegam fascynacji i człowiekiem, i ideologią. Ale gdy tylko wydaje mi się, że pojawia się we mnie komórka fanatyzmu, usuwam ją. Pisząc to, słucham muzyki żydowskiej, która sprawia, że latam. Ale nie zamykam oczu.

Idzi mówi, że można mieć żydowską duszę. Dźwięk tych słów jest nowy, ale ich echo jest znajome. To echo słyszę w sobie jak duchy milionów Żydów. I to echo wypełnia pustkę po nich.