Deptak latem jest goły, ludzi widać jak ich pan Bóg stworzył i co im dały letnie kolekcje z Focusa. Deptak jest nagszy i golszy, ale można, naprawdę można się napatrzyć na bicepsy, klaty opięte koszulami albo ciasne szczeliny między piersiami, w które chciałoby się wsunąć palec, a można tylko wpuścić szybką myśl.

Ale na to wszystko można się napatrzyć – aż się znudzi. Aż stanie się słabe, potem nieważne, a wreszcie obrzydliwie fizjologiczne i żałosne.

Gdy minie Cię starzec. Staruszka.

Oni też latem są nagszy, golszy. Oni też mają skórę, nogi, klatki piersiowe, ramiona, piersi. Stopy w sandałach. Czują lato, widzą nas, młodych. Ale jakoś bez wzajemności.

Mijam starca – na pewno każdy mija takiego codziennie – i on na ułamek sekundy daje mi spojrzenie. W tym ułamku jest historia. Jest bose dzieciństwo pełne żywego niemal mleka i niemytych owoców, jest młodość w szalonym międzywojniu, jest wojna. Doświadczenie śmierci.  Śmierć w wieku, kiedy przecież śmierci nie ma – to nam się tak wydaje. I potem już nie ma dorosłości, jest tylko starość.

My nie mamy nic. Wcześniej wszyscy przeszli historię, wszystkich przeszła historia. A my nie mamy nic. Mamy tylko tych starców, ale oni nam umierają. Razem ze swoimi ułamkami wszystkowiedzących oczu, odłamkami historii. Która jest naszą historią, ale nas to nie obchodzi. Oni umierają, a my nawet nie odwzajemniamy ich spojrzeń. Wszystko co widzieli, wszystko co wiedzą, znika na zawsze, a my cieszymy się tym lipcem, jak gdyby piękna pogoda, dobry humor i gwar na deptaku były oczywiste.

 

Ciocia Danka, wczoraj, w wieku 94 lat, zmarła w Bytomiu.