Zgiełk, gwar uliczny… Przez chwilę wydawało mi się, że rynek z tymi wszystkimi ludźmi skwierczy w upale jak
jeden
ogromny
tłusty
placek ziemniaczany.
Taki upał z nas wszystko wyssie i za parę miesięcy usiądziemy na rynku jak suszone śliwki.
Chyba zatańczę z grzechotką prosząc Naturę o deszcz.
Trochę srebrnych kropel. Ale nie na policzkach…