Dawno go nie nosiłam. A teraz bez niego z domu nie wyjdę. Ale kiedyś było ciekawiej, z pustym nadgarstkiem. Wtedy dowiedziałam się, jak naprawdę wygląda czas.
– Przepraszam, która jest godzina? – zapytałam młodą dziewczynę, która nie zatrzymując się rzuciła okiem na komórkę i błyskawicznie odpowiedziała.

Innego razu:
– Przepraszam, która jest godzina? Godzina! Bardzo przepraszam, która jest? – zapytałam sympatyczną babcię na deptaku, powoli zmierzającą w kierunku Kupieckiej. Zatrzymała się, wzięła pod pachę swoją laseczkę, drugą ręką odsunęła mankiet garsonki. Najpierw podsunęła nadgarstek pod sam nos, potem oddaliła. Zsunęła rękaw. Czekałam na informację. Ale babcia wzięła do ręki swoją torebkę, odpięła guzik i wyciągnęła z niej futerał. Z futerału: okulary. Założyła je starannie na nos. Schowała futerał, zapięła torebkę, odsunęła mankiet. Zbliżyła zegarek pod nos, potem oddaliła. Chwilę myślała.
– Za kwadrans piąta, dziecko.
A więc tak wygląda czas.