Jak te żywioły krzepną! —

Światło księżyca, kredowa skała

W której szczelinie leżymy

Plecami do siebie. Słyszę jak sowa

Krzyczy w zimnym kolorze indygo.

Groźne samogłoski wstępują w me serce. (…)

A oto gwiazdy — twarde, nieustępliwe.

Jeden dotyk: pali i osłabia,

Nie widzę twych oczu.

Tam gdzie kwiat jabłoni mrozi noc,

Krążę wokoło

Utartym szlakiem dawnych błędów.

Miłość tu nie przybędzie.

Czarna przepaść odsłania się. (…)

Mrok topnieje. Stykamy się jak kaleki.

(Sylvia Plath)