Zazwyczaj instrumenty przeszkadzają sobie i przekrzykują się. U Gabrieli Anders wpadają sobie w ramiona. Gitara splata się w uścisku z akordeonem i ludzkim głosem. Pięciolinie jak witki muskają ściany w moim pokoju. Świat drży. Nie wyłapuję różnicy między melodyką, harmoniką a rytmiką. Pod tym względem nie rozumiem muzyki. Rozumiem słowo: strofy, wersy, sylaby i rymy. I mniej więcej znam obsługę wielkiej maszyny metaforycznego języka. Dlatego lubię też malarstwo. Wiersz = obraz.

Tekst i obraz mogą mnie niepokoić, przekonywać, zastanawiać, poruszać. Mogę je analizować, polemizować z nimi i negować ich przesłania.

A muzyka? Ma mi dawać przyjemność. Z tekstem i obrazem mogę mieć relację.
Z muzyką mogę chodzić do łóżka.

„Poczucie ciągłości życia zależało od drobnych, cielesnych wrażeń. Błahostki codziennego życia były puklerzem dla duszy” (z Conrada). Ta piosenka jest drobnym cielesnym wrażeniem, którego nie deprecjonuję, po prostu nadaję mu odpowiednią rolę – niech witkami pięciolinii muska mój pokój, uszy i sen. A jeśli zechcę zrozumieć tekst, i tak oderwę go od muzyki.
http://www.youtube.com/watch?v=xMQAE0SV3q8&feature=player_embedded